czwartek, 5 września 2013

Sterylna Matka, czyli łapy precz!

Matka jest sterylna. Od zawsze miała hopla na punkcie mycia rąk, ale wszystko było w granicach (może już niezbyt zdrowego) rozsądku i nikomu krzywdy nie robiło. Taka mała, nieszkodliwa fanaberia. Jak na świecie pojawiło się Dziecko, M. natychmiastowo wdrożyła "program sterylności", którym zostało objęte Dziecko i Tata-Mąż (M. w programie uczestniczyła od zawsze), rodzina i inni goście. M. stała na straży czystości, dzielnie myła ręce przed każdym przygotowaniem posiłku, czy zmianie pieluchy, prała wszystko w proszkach i płynach dla dzieci, a potem prasowała (z nieodłącznym wsparciem Sis), parzyła każdą zabawkę, która upadła na płytki lub dywan i pilnowała, aby każdy odwiedzający owych zasad się trzymał. Dziecko rosło, a M. wytrwale nadal programu pilnowała, choć było to coraz trudniejsze. Kiedy Dziecko skończyło 6 miesięcy (pół roku) M. pod naciskiem rodziny (i zdrowego rozsądku) postanowiła powoli odpuścić. Z bólem serca i zaciśniętymi zębami, pierze małe ubranka z dużymi i nie parzy milion razy dziennie zabawek, bo spadły na dywan..
Ale! Ilekroć M. wychodzi z Dzieckiem na spacer, spotyka babcie, które ciumkają i cmokają na widok Dziecka beztrosko leżącego na brzuszku (dlaczego akurat na brzuszku - innym razem), rozglądającego się dookoła i machającego radośnie nogami. Oglądać - M. pozwoli, cmokać - z daleka, pod nosem - M. pozwoli, ale NIE DOTYKAĆ! M. wpada w (ukryty) szał, gdy obca babcia złapie Dziecko za rękę i czym prędzej, gdy tylko owa postać zniknie z pola widzenia, szybko wyciąga mokre chusteczki, by wytrzeć rączki Dziecka. Ale raz Matka nie zdążyła! Jak tylko babula zniknęła z pola widzenia Dziecko, niczego nieświadome, wsadziło całą rękę do buzi! I jak to mawia Tata - Mąż: "Baza wirusów została zaktualizowana.."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz