czwartek, 10 października 2013
Jesienne wakacje
Wakacjujemy się jesiennie. Siedzimy sobie z Małą w Rabce i korzystamy z pięknej pogody - spacerujemy po parku, karmimy nad rzeką kaczki i chodzimy na huśtawki. Faaajnie jest :)
czwartek, 26 września 2013
Dzień Matki!
27 września M. ogłasza Dniem Matki. Gdy Dziecko pójdzie spać, M. zrobi sobie domowe SPA, a może nawet ukoloruje włosy na rudo (szamponetką, bez szaleństw). A może nawet pomaluje paznokcie? Po gorącej kąpieli w wannie, spakuje się pod milusi kocyk, Mąż zaparzy herbatkę z cytrynką.. albo lepiej naleje kieliszek reńskiego, słodkiego wina.. M. wyciągnie książkę i z radością odda się lekturze. Nie będzie grzebała w internecie, tym bardziej nie zajrzy na Pinteres, gmaila, bloggera, fb.. Nie będzie nic szyła, ani o szyciu myślała.. I pójdzie spać o normalnej porze. I taki oto Dzień Matki Matka sobie urządzi :)
czwartek, 19 września 2013
Matka kucharka!
M. podjęła drugą próbę przekonania Dziecka do zupki gotowanej. Pierwsza spełzła na niczym - po załadowaniu łyżeczką do buzi ugotowanej przez babcię zupki, Dziecko siedziało z wywalonym językiem (na którym była owa zupka) i przełknąć jej nie chciało. Nie pomogło mieszanie na łyżeczce trochę słoiczka, trochę ugotowanej - Mała nie dała się oszukać. Tydzień później M. zdobywszy ZDROWE, niesypane jarzynki, prosto ze wsi postanowiła zrobić podejście drugie (oczywiście mając w zanadrzu przygotowany słoiczek). Jakież było zdziwienie i radość, kiedy Dziecko pięknie całą maminą zupę zjadło! Matka dumna gotować Dziecku postanowiła.
poniedziałek, 16 września 2013
Masz Babo choróbsko..
Zabrała Matka Dziecko do lekarza. Pani Szanowna Doktor stwierdziła, że płucka czyste (ufff!), a to tylko wirusowe. Przepisała syropek i odesłała do domu. M. prawie odetchnęła z ulgą. Całkowicie odetchnie, jak Dziecko nie będzie miało gorączki, zatkanego noska, nie będzie kichać i kaszleć, będzie spokojnie spało w nocy.. Cwane choróbsko postanowiło zaatakować najsilniejsze domowe ogniwo. Ale Matka się nie da! Matka walkę wygra.
niedziela, 15 września 2013
Łooo Matko! Dziecko chore!
Tak chuchała, tak dmuchała, po sklepach nie ciągała, komunikacją miejską nie jeździła.. i co? I Dziecko i tak chore! Dziecku już drugi dzień leje się wodnista substancja z noska, spać w nocy Dziecko nie może, bo smoka ciągnie, a tu wyboru trzeba dokonać - albo smok, albo buzią oddychanie (bo nos zatkany). Czyszczenie nosa Disemarem i odciąganie rurką kataru pomaga tylko chwilowo, bo ten zbiera się z powrotem w zastraszającym tempie, a że Mała uparta i nie da sobie pomóc, to już drugi dzień trwa walka Rodzic z rurką - kontra Dziecko z katarem. O ile na katarze by się skończyło, M. jakoś by to rozchodziła. Ale Dziecko zaczepiła zła, niedobra, paskudna, niepożądana GORĄCZKA. Zaatakowała znienacka, ale M. wie, kiedy Małej temperatura rośnie, dlatego zmierzyła, Nurofen truskawkowy wyciągnęła, 2,5 ml odmierzyła, Dziecku podała i temperatura spadła do stanu przez M. pożądanego. Oby już nie wróciła.. Matka czuwa.. i monitoruje..
Co nie zmienia faktu, że jest to pierwsza choroba w życiu Dziecka (i Matki, jako Matki).
poniedziałek, 9 września 2013
Pierwsza wizyta na basenie
Matka z rodziną (w składzie Tata-Mąż + Dziecko) weekend aktywnie spędziła. W sobotę przed południem wszyscy wybrali się na Kraków ŁAŁ, gdzie M. kilka kreatywnych Mam-Blogerek poznała. Po południu pogoda dopisała, słonka nie brakowało, więc spontaniczny wypad do Puszczy Niepołomickiej miał miejsce. Na niedzielę został zaplanowany dla Dziecka pierwszy wypad na basen.
Przed pierwszą kąpielą na basenie, M. zapytała wujka Google, jak temat ugryźć i zajrzała do książki "Mamo, Tato co Ty na to?" (autorstwa P. Zawitkowskiego), co okazało się znacznie lepszym rozwiązaniem, bo szybko znalazła tam kilka cennych wskazówek i z Mężem-Tatą obejrzała filmik.
Dziecko z zainteresowaniem rozglądało się po nowym miejscu. Najpierw obowiązkowo szatnia i specjalna, basenowa pielucha, potem prysznic i mały spacer po hali basenowej, aby Dziecko po nowym terenie się rozejrzało. Przed wejściem do wody Mała została owinięta ręcznikiem i z M. usiadły na brzegu basenu mocząc nóżki, a Tata - Mąż już w wodzie na pociechę czekał. Stopniowo zanurzanie stópek, kolanek i całych nóżek pozwoliło zbadać temperaturę wody. Po krótkim chlapaniu Dziecko, nadal owinięte ręcznikiem, zostało przekazane w ręce Taty-Męża i dopiero jak oswoiło się z wodą, mokry ręcznik powędrował na wieszak.
Dziecko było bardzo przejęte i skoncentrowane, ale momentami pojawiał się na twarzy mały uśmieszek, co może świadczyć o tym, że się raczej podobało. Płaczu nie było, marudzenia raczej też nie, a to dobry znak.
piątek, 6 września 2013
Dziecko pełza!
Dziś po raz pierwszy Dziecko dość znacznie przemieściło się na podłodze. Pełzając. Matka dumna. Bardzo dumna i przeszczęśliwa. Z radości chyba otworzy długo chomikowane, słodkie wino reńskie, przywiezione z Lorch i trzymane "na specjalną okazję".
Jest, co świętować.
czwartek, 5 września 2013
Sterylna Matka, czyli łapy precz!
Matka jest sterylna. Od zawsze miała hopla na punkcie mycia rąk, ale wszystko było w granicach (może już niezbyt zdrowego) rozsądku i nikomu krzywdy nie robiło. Taka mała, nieszkodliwa fanaberia. Jak na świecie pojawiło się Dziecko, M. natychmiastowo wdrożyła "program sterylności", którym zostało objęte Dziecko i Tata-Mąż (M. w programie uczestniczyła od zawsze), rodzina i inni goście. M. stała na straży czystości, dzielnie myła ręce przed każdym przygotowaniem posiłku, czy zmianie pieluchy, prała wszystko w proszkach i płynach dla dzieci, a potem prasowała (z nieodłącznym wsparciem Sis), parzyła każdą zabawkę, która upadła na płytki lub dywan i pilnowała, aby każdy odwiedzający owych zasad się trzymał. Dziecko rosło, a M. wytrwale nadal programu pilnowała, choć było to coraz trudniejsze. Kiedy Dziecko skończyło 6 miesięcy (pół roku) M. pod naciskiem rodziny (i zdrowego rozsądku) postanowiła powoli odpuścić. Z bólem serca i zaciśniętymi zębami, pierze małe ubranka z dużymi i nie parzy milion razy dziennie zabawek, bo spadły na dywan..
Ale! Ilekroć M. wychodzi z Dzieckiem na spacer, spotyka babcie, które ciumkają i cmokają na widok Dziecka beztrosko leżącego na brzuszku (dlaczego akurat na brzuszku - innym razem), rozglądającego się dookoła i machającego radośnie nogami. Oglądać - M. pozwoli, cmokać - z daleka, pod nosem - M. pozwoli, ale NIE DOTYKAĆ! M. wpada w (ukryty) szał, gdy obca babcia złapie Dziecko za rękę i czym prędzej, gdy tylko owa postać zniknie z pola widzenia, szybko wyciąga mokre chusteczki, by wytrzeć rączki Dziecka. Ale raz Matka nie zdążyła! Jak tylko babula zniknęła z pola widzenia Dziecko, niczego nieświadome, wsadziło całą rękę do buzi! I jak to mawia Tata - Mąż: "Baza wirusów została zaktualizowana.."
poniedziałek, 2 września 2013
Matka - Dziecko - Kaszka!
Miesiąc trwały zmagania zanim Dziecko dało się przekonać do zjedzenia kaszki. M. kiedyś już próbowała podsunąć Małej kaszkę bananową, ale Dziecko jedzenia tego odmówiło, więc M. sama zjadła kaszkę nie mogąc się pogodzić z faktem, że ktoś kaszki bananowej może nie lubić, a Dziecka już tym pokarmem nie męczyła. Sielanka jedzeniowa trwała do wizyty w ośrodku, kiedy to pediatra z wyrzutem postawiła M. pytanie "Dlaczego Pani dziecku nie daje kaszki?". M. poczuła się, jakby Dziecku czegoś niezmiernie ważnego nie dała i za punkt honoru postawiła sobie, że z kaszkowych zmagań wyjdzie zwycięsko. Ponownie postanowiła spróbować z kaszką bananową (no bo jak można tego nie lubić?). Kaszki bananowej podawanej łyżeczką Dziecko skutecznie odmówiło, a i z butelki też jeść kaszki nie chciało (co prawdopodobnie było związane z zupełnie innym, nowym smoczkiem). Spróbowała M. z kleikiem ryżowym, gdyż bezsmakowy, to przez małe gardełko z mlekiem przejść powinien - bez skutku. Pozostało zagęszczanie zupek łyżeczką kleiku ryżowego, bo takiego oszustwa Mała nie wykryła, a kaszkę bananową znowu M. jadła sama.
Aż pewnego dnia za dużo kleiku się do zupki sypnęło i Dziecko nosem kręcić zaczęło.. I tu olśnienie nastąpiło! Dziecku konsystencja nie pasuje i dlatego kaszką pluje! Tata-Mąż został do sklepu oddelegowany i zakup kaszki malinowej został dokonany.
M. poszła po rozum do głowy - odlała trochę przygotowanego mleka modyfikowanego do Dziecięcego kubeczka, sypnęła troszkę kaszki malinowej (oczywiście mniej niż w przepisie na opakowaniu), nakarmiła dziecko łyżeczką - zjadło, a potem butlę dostało. Z dnia nadzień proporcje kaszka w kubeczku - butla ulegały zmianie. I wreszcie nadszedł dzień, kiedy dziecko całą porcję kaszki zjadło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)